Informacje

Msze św. sprawowane są:
niedziela - godz. 10.00
święta - godz. 11.00

W dni powszednie okazjonalnie:
w zimie - godz. 16.00
w lecie - godz. 18.00

Spowiedź dla dorosłych:
I niedziela każdego miesiąca

Nabożeństwa do NMP:
w maju i w październiku:
środy, piątki, niedziele

Uroczystość patronalna:
8 września
Narodzenie NMP

Liturgia

Wspomnienie o śp. Maćku Kurowskim

1

Wiadomość telefoniczna, którą otrzymałem w sobotę 6 października 2018 r. ok. godz. 7.00 rano od sołtysa Łęk Dukielskich Tomasza Węgrzyna, zszokowała mnie, odbierając na chwilę głos. W nocy zginął w tragicznym wypadku samochodowym Maciej Kurowski (lat 45), który razem z przyjaciółmi z Nowego Stylu wybierał się na wycieczkę w Bieszczady. Nasz Maciek…

2

Jego wycieczka nie doszła do skutku i zakończyła się śmiercią w samochodzie w Rogach. Pogrzeb w dniu 10 października przerodził się w wielką manifestację wiary w Boga, a zarazem hołdu dla zmarłego. W historii nie tylko naszej parafii, ale i podobno w historii Łęk Dukielskich nie zdarzyło się, aby takie tłumy uczestniczyły w jakimkolwiek pogrzebie. Przybyli na pogrzeb stali nawet 50 metrów od świątyni, niemogącej pomieścić wszystkich, którzy pragnęli pożegnać zmarłego. Przyniesiono przeszło 30 wieńców i zamówiono 50 mszy św. za zmarłego. Na życzenie osób, które nie słyszały kazania, bo stały na zewnątrz świątyni, kilka dni po pogrzebie, opublikowałem je na Facebooku. I w tym miejscu, ku pamięci, również je przytoczę:

 

       Droga Rodzino śp. Macieja, najbliższa i dalsza, przyjaciele i koledzy Maćka z pracy, mieszkańcy Łęk Dukielskich, uczestnicy rajdów rowerowych, w których tak aktywnie uczestniczył, Siostry i Bracia zgromadzeni na tej smutnej ceremonii pogrzebowej!

       Przed chwilą przeczytałem krótki fragment z Ewangelii św. Jana, ale z jakże ważkimi słowami, które mają wytyczać drogi naszego życia, abyśmy po jego zakończeniu mogli znaleźć się w domu Pana, w którym jest dla nas przygotowane mieszkanie. Nie wiemy, kiedy nastąpi jego kres, bo jak pokazał to tragiczny przypadek śmierci Maćka, może to nastąpić w każdej chwili, w dzień czy w nocy. Zawsze są aktualne ewangeliczne słowa Jezusa: „czuwajcie, bo nie znacie dnia ani godziny”. O ten tragiczny wypadek nie możemy mieć pretensji do Boga, tu ewidentnie zawinił człowiek. Jezus nas tylko ostrzega, ponieważ nie wiesz, kiedy i w jaki sposób odejdziesz z tego świata, tak żyj, abyś w chwili swojej śmierci, nie musiał obawiać się spotkania z Bogiem. Twoje czyny, jak mówi Biblia, będą Twoją przepustką do nieba. Czy nasz brat Maciek był przygotowany do odbycia tej ostatniej podróży swego życia, podróży do nieba? Czy będzie mógł powiedzieć Jezusowi słowami św. Pawła: „w dobrych zawodach wystąpiłem, wiary dochowałem, należy mi się wieniec sprawiedliwości”. Odpowiedzi na to pytanie dostarczy nam chociażby wiersz naszej poetki Marii Łukaszewskiej, napisany kilkanaście godzin po jego tragicznej śmierci. Tu jak w pigułce jest zobrazowane jego życie, krótkie, bo miał tylko 45 lat, ale na pewno zasługujące na niebo.

Wyżej gór

Chodziłeś po górach
na wyciągnięcie ręki
zawsze miałeś Boga
by jak najbliżej być

dobrem zdobywałeś
ludzkie serca
łatwo jak szczyty gór
bo swoje zawsze dzieliłeś
dla wszystkich po równo

ktoś przerwał
twoją drogę wpół
pytaniem bez odpowiedzi
czy potrzebny jesteś tu?

czy tam? by śpiewać psalmy

czarna chmura zasłoniła słońce
tak trudno zrozumieć
tak trudno pocieszyć
z niedomkniętym plecakiem
z mapą w ręce
odszedłeś

byłeś naszą dumą i radością
niech twa droga lekką będzie
nasz drogi przyjacielu
nie odszedłeś z pustym plecakiem
ani na przełaj

      

Pod tym wierszem, zamieszczonym w Internecie, pojawiły się komentarze. Oto niektóre z nich:

 

 Agnieszka:

Ten piękny wiersz jest obrazem Maćka, jaki w nas zostanie... Zawsze uśmiechnięty, pomocny... kochający rodzinę i Boga.

Kasia:                                                                                                                                                             Maćka nie trzeba było znać, żeby polubić, wystarczyło, że się uśmiechnął.

 

       W Internecie na stronie KTC, a później i na Facebooku pojawiła się też wiadomość o śmierci Maćka napisana przez jej prezesa Stefana, świadcząca o tym, że i tam Maciek miał przyjaciół:

     „Z głębokim żalem zawiadamiam Was wszystkich rajdowiczów Rajdów Rowerowych OIKOUMENE, że w minioną sobotę tuż po północy odszedł od nas w wyniku tragicznego w skutkach wypadku drogowego nasz wspólny znajomy, kolega, przyjaciel i uczestnik wszystkich dotychczasowych Rajdów Rowerowych OIKOUMENE MACIEJ KUROWSKI. …Proszę Was wszystkich o wzięcie udziału w jego drodze ostatniej i złożenie wspólnego wieńca od nas wszystkich na jego grobie z napisem OD RAJDOWICZÓW OIKOUMENE.”

      

Od siebie dodam, a zresztą możecie to zobaczyć, że wieniec ma kształt serca wypełnionego białymi żywymi różami.

       Myślę, że ten wiersz i przytoczone komentarze oraz wieniec wystarczająco, jak w soczewce, zobrazowały życie Macieja. Dobrze je znaliście, nie sposób wyrazić, ile dobra dla nas wszystkich uczynił. I to dobro czynione dla rodziny, dla bliźnich, dla naszej wspólnoty parafialnej, której był bardzo aktywnym członkiem, stanowi jego przepustkę do nieba. Zostawił też po sobie wspaniały wzór jako syn, mąż, ojciec, zięć  i chrześcijanin. Swój wolny czas wykorzystywał, aby być bliżej Boga, podziwiając urok naszych Beskidów. Dużo jeździł na rowerze, kontemplując piękno przyrody. Kilkakrotnie miałem sposobność mu towarzyszyć. Zauważyłem, że jest człowiekiem ogromnie wrażliwym na piękno. Mówił mi, że po takich, nieraz długich i męczących fizycznie wycieczkach rowerowych, duchowo odżywa i ładuje akumulatory. Miłość do gór zaszczepił swoim najbliższym: żonie i córkom. Jeździł z nimi na wycieczki  w Beskidy, Bieszczady, Tatry i tam zdobywali wędrując pieszo, kolejne szczyty. Długo w pamięci zostanie mi ostatnie zdjęcie z września tego roku zamieszczone przez niego na Facebooku, z Tatr, jak siedzi na grzbiecie jakieś góry i patrzy zamyślony przed siebie. Był człowiekiem ogromnie wrażliwym na poezję i muzykę, stąd jego obecność na ekumenicznym wieczorze poezji „Dwie Ojczyzny” 3 maja tego roku w Dworze Obodyńskich w Targowiskach. Kochał muzykę i śpiew, dlatego bywał na świętach łemkowskich w Zyndranowej i Olchowcu. Opowiadał mi, jakie ogromne wrażenie zrobiły na nim kolędy łemkowskie śpiewane przez grekokatoliczkę Julię Dosznę w Świątkowej Wielkiej. Chętnie udzielał się też w naszym chórku parafialnym, dysponując dobrym, mocnym głosem. Przykładny chrześcijanin, który nie tylko w niedzielę uczęszcza do kościoła, ale też z rodziną chodzi na majówki czy różaniec. W procesjach nosił sztandar. Sprawdziłem na stronie internetowej naszej parafii, którą on we współpracy ze mną prowadził, zdjęcia z ostatnich uroczystości patronalnych, połączonych z 40-leciem mego kapłaństwa. Składał mi wtedy razem ze swoją córką życzenia. Otóż niósł podczas procesji sztandar z Matką Bożą, ten niebieski. To z domu rodzinnego wyniósł głęboką wiarę i miłość do Matki Najświętszej. W ostatnim różańcu uczestniczył dwa dni przed śmiercią. Wielu ludzi po jego tragicznej śmierci zadało mi pytanie: czy jest sprawiedliwość na tym świecie, skoro tacy wspaniali ludzie jak Maciek umierają i to jeszcze taką straszną śmiercią, a inni ludzie, do których można zastosować łacińskie przysłowie „frusta vivit, qui nemini prodest”, czyli na próżno żyje ten, który nie przynosi nikomu żadnych korzyści” – żyją? Odpowiadałem twierdząco na ich pytania. Rzeczywiście, nie ma sprawiedliwości na tym świecie i nigdy nie będzie, bo za mało jest takich dobrych, wspaniałych ludzi na świecie, jak Maciek, a za dużo ludzi złych i dlatego zło zwycięża. Ale za to zło nie wińmy Boga, bo Bóg stwarzając świat i człowieka powiedział do niego „czyń sobie ziemię poddaną” i dał mu wolną wolę. I jak mówi nam historia zbawienia i właściwie historia każdego człowieka, i Twoja Siostro i Bracie, i moja, Bóg nie chce wtrącać się w sprawy tego świata. Cuda zdarzają się bardzo rzadko, bo wtedy Bóg musi działać przeciwko prawom natury i wolności człowieka. Bóg nie chce nikogo nawracać przez cuda, bo drogą prowadzącą do Niego nie jest rozum, ale serce. Zawsze aktualne będą słowa wypowiedziane przez Jezusa do Tomasza „błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Nie miejmy zatem pretensji do Boga, że tylko nielicznym, nieuleczalnie chorym, cudownie pomógł w Lourdes, choć w źródełku zanurzonych zostało czy pokropionych wodą wiele setek tysięcy ludzi. To nie Bóg pozbawił Maćka i 21-letnią Beatę życia, ale inny człowiek. Tak, nie ma i nie będzie sprawiedliwości na tym świecie, bo tutaj rządzi człowiek, a Bóg to szanuje, ale za to będzie sprawiedliwość na tym drugim świecie, gdzie panuje Bóg, największe Dobro i Miłość. I tam Maciek za to, że te wartości realizował na tym świecie będzie mógł z nich korzystać. Nam zostaje tylko zastosować się do mądrej sentencji, którą umieścił w Internecie po śmierci Maćka Krzysztof – obecny na mszy św. – „Boże, pomóż nam godzić się z tym, czego nie możemy zmienić”.

       Maćku, „non omnis moriar” (nie cały umrę – III Pieśń Horacego), gdyż pozostawiłeś po sobie wiele dobra materialnego i duchowego. Niech aniołowie Pańscy wprowadzą Cię przed oblicze Boga Najwyższego, abyś odebrał swoją nagrodę, na którą w pełni sobie zasłużyłeś swoim zdecydowanie za krótkim, ale jakże pięknym i szlachetnym życiem. Amen.

       Aby żywa pamięć o Maćku była i po pogrzebie kontynuowana, na Święto Zmarłych w gablocie przed kościołem przygotowałem wspomnienie o nim.

3

       Postanowiłem również nazwać jego imieniem coroczne Rajdy Rowerowe OIKOUMENE (organizowane od 6 lat), w których on aktywnie uczestniczył.

4

       Ale myślę, że chyba najtrafniejszą inicjatywą, mającą na celu zachowanie pamięci o Maćku był I Rajd Pieszy na Górę Cergową i nadanie mu patronatu jego imieniem i nazwiskiem. Postanowiłem, że te rajdy piesze będą odbywały się cyklicznie w rocznicę jego śmierci – w pierwszą sobotę października. W tym pierwszym rajdzie, zorganizowanym przeze mnie w dniu 27 października, wzięło udział 29 osób. Maciek, wielki miłośnik gór, chciał w tym dniu razem z rodziną udać się na Cergową, aby uczestniczyć w uroczystym oddaniu dla turystów zbudowanej tam 20-metrowej wieży widokowej. Niestety, nagła śmierć mu to uniemożliwiła. Rajd ten miał być więc spełnieniem jego życzenia i dlatego wzięli w nim udział najbliżsi śp. Maćka (żona, córka, matka, brat), koleżanki i koledzy z „Nowego Stylu” (miejsca pracy) oraz parafianie. O godzinie 10.00 zebraliśmy się na parkingu koło Zakładu Kruszyw w Lipowicy.

5

       Stamtąd po godzinnej wędrówce osiągnęliśmy cel.

6

 

 

7

       Najpierw weszliśmy na wieżę, aby podziwiać z niej widoki.

8

       Po zejściu z niej, odmówiliśmy pod krzyżem część różańca rozważaną w tajemnicach bolesnych za śp. Maćka.

9

       Dwa miesiące po śmierci, 8 grudnia, w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, odprawiłem mszę za zmarłego Maćka z intencji uczestników Rajdów Rowerowych OIKOUMENE, w której m.in. wzięło udział kilku rowerzystów z KTC na czele z prezesem Panem Stefanem Wójcikiem.

10

         W trzecim miesiącu po śmierci Maćka – 12 stycznia 2019 r. znów mogliśmy uczcić pamięć o zmarłym, uczestnicząc w mszy św. sprawowanej w Jego intencji, a po niej w rajdzie na Górę Cergową. Mszę zamówili koledzy z pracy śp. Maćka z Nowego Stylu z Krosna z Działu Planowania. Szlachetny gest z ich strony – wcześniej wzięli udział w pogrzebie Maćka, który należał do innego wyznania katolickiego (przyjechali dwoma autokarami), a później zamówili mszę św. za zmarłego i licznie na nią przybyli. Większość z nich przystąpiła do komunii św., aby w pełni przeżyć spotkanie z eucharystycznym Bogiem i ofiarować Go za zmarłego. Było to pokazanie głębokiej wiary, a zarazem duchowej solidarności ze zmarłym. To są prawdziwi przyjaciele!

11

       Po mszy św. jej uczestnicy udali się na cmentarz parafialny, gdzie jest pochowany śp. Maciej, aby na grobie zapalić znicze i odmówić modlitwę za zmarłego.

12

       Następnie większość uczestników mszy św. samochodami udała się do Lipowicy, aby stamtąd pieszo rozpocząć rajd na Górę Cergową.

13

       W rajdzie wzięło udział 20-tu śmiałków, dla których było to pierwsze w życiu zimowe wejście na Cergową, a więc wyzwanie niezwykłe. Cergowa liczy sobie 716 m n.p.m.! Dodatkową trudność stanowił nieprzetarty szlak i zalegający na nim głęboki śnieg. To spowodowało, że zboczyliśmy z oznakowanego szlaku i musieliśmy nadłożyć sporo drogi. Kosztowało nas to dużo więcej czasu i wysiłku, co przy temperaturze – 5º C i przy wiejącym na szczycie wietrze spowodowało, że wielu z nas zmarzło.

14

       Na szczęście po osiągnięciu celu mogliśmy się rozgrzać ciepłymi napojami z termosów i posilić smacznymi rogalikami upieczonymi przez Bożeną Kurowską (wdowę po Maćku), również uczestniczkę rajdu.Po posiłku odmówiliśmy modlitwę różańcową rozważaną w V tajemnicy bolesnej – Ukrzyżowania PJ – w intencji śp. Macieja.

15

     Rozgrzani napojami i modlitwą w pół godziny zeszliśmy, a właściwie prawie zjechaliśmy na butach z Cergowej, na którą wdrapywaliśmy się prawie dwie godziny. Ale warto było! Cudowny, bajkowy widok na szlaku, a najpiękniejszy – na szczycie góry, szczególnie widok wieży widokowej – zamarzniętej, ośnieżonej.

16

       Pragnieniem moim i myślę, że nie tylko moim jest, aby tragiczna śmierć Macieja – wspaniałego, szlachetnego i prawego człowieka, która zaskoczyła wszystkich, którzy Go znali, szanowali, lubili, kochali – nie okazała się daremną. To głównie On był moim ogromnym wsparciem we wszystkich działaniach ekumenicznych i dzięki niemu wzrastała liczba osób chętnych do udziału w rajdach, mających na celu budowanie jedności wśród ludzi wierzących w Boga oraz kształtowanie postaw tolerancji religijnej. Pozostaje mieć nadzieję, że tę „pałeczkę” przejmą inni…

17

 

 

Ks. Roman Jagiełło

Data i godzina

Czwartek, 18 April 2019
20:16:16

Ewangelia na dziś



Czwartek 2019-04-18, Wielki Czwartek

J 13,1-15

Było to przed Świętem Paschy. Jezus widząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydać, widząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: „Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?” Jezus mu odpowiedział: „Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później to będziesz wiedział”. Rzekł do Niego Piotr: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał”. Odpowiedział mu Jezus: „Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę”. Powiedział do niego Jezus: „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: „Nie wszyscy jesteście czyści”. A kiedy im umył nogi, przywdział szaty, i gdy znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: „Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie «Nauczycielem» i «Panem» i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”.

Imieniny

Dzisiaj jest: 18 Kwiecień 2019    |    Imieniny obchodzą: Apoloniusz, Bogusława, Bogusław